Dzień Pośrednika Nieruchomości to święto osób zawodowo pośredniczących w obrocie nieruchomościami. Z tej okazji zapytaliśmy kilku z nich o ciekawe doświadczenia z klientami, które zapisały się w pamięci. Zobacz, z jakimi sytuacjami mierzyli się koledzy i koleżanki z branży. Poniżej znajdziesz trzy historie z pierwszej ręki, a uśmiech jest gwarantowany!
Table of content
- Kiedy wypada Międzynarodowy Dzień Pośrednika Nieruchomości?
- Dlaczego praca agenta nieruchomości obfituje w anegdoty?
- Jak Zbigniew Barański z TERRA NIERUCHOMOŚCI pogodził sprzedającego z kupującym?
- Jak Przemysław Mularczyk z Freedom Nieruchomości zdobył zaufanie klientki?
- Czego klient nauczył pośrednika według Doroty Wrony z Bonus Nieruchomości?
- Czego życzymy agentom w Dniu Pośrednika Nieruchomości?
Kiedy wypada Międzynarodowy Dzień Pośrednika Nieruchomości?
Międzynarodowy Dzień Pośrednika Nieruchomości wypada 30 marca. To wtedy pośrednicy w obrocie nieruchomościami obchodzą swoje święto. My uczciliśmy je zbiorem zabawnych anegdot z codziennej pracy agentów.

Dlaczego praca agenta nieruchomości obfituje w anegdoty?
Praca agenta nieruchomości obfituje w anegdoty, bo niesie sporo emocji i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Każdy dzień smakuje więc zupełnie inaczej. Najlepiej pamięta się te gorące, które z perspektywy czasu idealnie nadają się na żart. ASARI to firma tworząca oprogramowanie dla biur nieruchomości. Historie z pierwszej ręki przekazali nam nasi serdeczni kontrahenci biznesowi. Większość z nich szlifuje dziś talenty innych pośredników, ale wspomnienia z czasów częstego kontaktu z klientami wciąż są żywe.
Jak Zbigniew Barański z TERRA NIERUCHOMOŚCI pogodził sprzedającego z kupującym?
Zbigniew Barański z TERRA NIERUCHOMOŚCI pogodził sprzedającego z kupującym, przyjmując rolę pośrednika-mediatora. Obie strony trafiły do jego biura z bardzo pewnym siebie nastawieniem. Negocjacje szybko zamieniły się w starcie. Oto jego relacja:

Jakiś czas temu spotkali się u mnie w biurze dwaj panowie. Jeden chcący coś nieruchomego sprzedać, drugi najwyraźniej „to coś” pragnący kupić. Obaj w typie „ja nic nie muszę, pieniędzy i możliwości mam mnóstwo”. Naturalnie, gdy spotykają się dwa drapieżniki typ alfa, starcie jest nieuchronne. Po niby uprzejmych niby negocjacjach, od jednego usłyszałem, że „tamtemu to on nigdy nie sprzeda i w ogóle to podnosi cenę”, a od drugiego, że „za takie pieniądze, to niech on sobie sprzedaje w nieskończoność”. Czyli znaleźliśmy się w sytuacji, w której zazwyczaj stawia się kropkę.
Lub wpuszcza na salony pośrednika-mediatora! Nim panowie słownie zaczęli skakać sobie do gardeł, oceniliśmy wspólnie sytuację na chłodno. Wtedy do głosu doszły zaproponowane przeze mnie kompromisy. W efekcie strony dobiły targu i z satysfakcją opuszczały kancelarię notarialną. Nie będę ukrywać – z rozbawieniem patrzyłem, jak przed jej budynkiem serdecznie poklepywali się po ramionach, a potem nieśmiało machali sobie na pożegnanie. Udało się. Kolejny cukierek w kancelarii Pani Rejent zjedzony!
Jak Przemysław Mularczyk z Freedom Nieruchomości zdobył zaufanie klientki?
Przemysław Mularczyk, dyrektor łódzkiego oddziału Freedom Nieruchomości, zdobył zaufanie klientki opanowaniem i umiejętnością słuchania. Jemu także przypadła rola pośrednika-rozjemcy. Wchodząc w buty klienta, zaskarbił sobie sympatię kobiety, która na początku była wobec niego wręcz agresywna. Tak opisuje tę sytuację:

Jakiś czas temu zostałem poproszony o pomoc przy sprzedaży mieszkania. Po paru dniach jego właścicielka zadzwoniła do mnie z informacją, że nieruchomością zainteresowana jest jej koleżanka z pracy. Ta jednak wykluczyła możliwość uczestnictwa pośredników przy transakcji. Zapytałem wtedy, czy właścicielka mieszkania chce je sprzedać znajomej, czy w najlepszej cenie? Po uzyskaniu wiadomej odpowiedzi poprosiłem o dozę zaufania i podanie namiaru na mnie stronie kupującej.
W końcu telefon zadzwonił. Głos w słuchawce był agresywny, a sposób rozmowy wręcz obcesowy. Dowiedziałem się między innymi, że nie jestem potrzebny, nie mam przeszkadzać i Pani dzwoniąca nie będzie mi za nic płacić. Pozwoliłem kobiecie wyrazić swoją opinię, a później zaprosiłem ją na prezentację. Strona sprzedająca szybko opuściła pole walki, zostawiając mnie z potwierdzeniem pełnego zaufania. Strona kupująca nawet nie podała mi ręki na powitanie.
Pertraktacje trwały 2 godziny. Dotyczyły ceny nieruchomości, warunków jej zakupu oraz mojego wynagrodzenia. Z każdą minutą atmosfera robiła się mniej napięta. Ostatecznie pomogłem kupującej załatwić kredyt i wszelkie formalności. Byłem obecny także podczas aktu i przekazywania mieszkania. Później zaproszono mnie na całkiem smaczny obiad, podczas którego usłyszałem słowa uznania i podziękowania.
To utwierdziło mnie w przekonaniu, że w naszej pracy sprzedaż nieruchomości to szczegół, 30% obowiązków. Pozostałe 70% pracy to kontakt z Klientem, który albo nas pokocha, albo znienawidzi.
Jak widać, od nienawiści do miłości dzieli czasem jeden krok. Choć może stosowniej byłoby napisać: jedno mieszkanie! Kupująca, która nie chciała płacić pośrednikowi, na koniec zaprosiła go na obiad.
Czego klient nauczył pośrednika według Doroty Wrony z Bonus Nieruchomości?
Klient nauczył pośrednika, że zamiast nazywać pomieszczenia, trzeba mówić językiem korzyści – to puenta historii Doroty Wrony. Przenosimy się do miasta „pyr” i koziołków, czyli do Poznania. Tu prężnie działa Dorota, dyrektorka poznańskiego oddziału biura Bonus Nieruchomości. W bonusie opowiedziała nam zabawną historię ze swojego życia zawodowego:

Jako agent z kilkuletnim stażem, regularnie podnoszę swoje kwalifikacje i uczestniczę w różnego rodzaju kursach. Jednak nadal najlepszym i najbardziej skutecznym źródłem wiedzy są dla mnie Klienci i ich potrzeby. Anegdotki z ich udziałem służą mi za doskonały przykład na szkoleniach, które również sama prowadzę. Oto jedna z nich:
Mój wieloletni Klient, Pan Marek, podczas prezentacji oferty dał niezapomnianą lekcję mojemu koledze po fachu z innego biura. Ten ochoczo zaprosił nas do mieszkania, a wkraczając do kuchni, radośnie oznajmił: „Tu jest kuchnia, a tam…” – i w tym momencie otworzył kolejne drzwi – „Tu jest łazienka, dalej są pokoje”. Mina mojego Klienta wyrażała wiele, jednak jego komentarz dopełnił całość: „Ja wiem, młody człowieku, że dopiero się poznajemy, ale zapewniam Pana, że kibelek od kuchenki to ja odróżnić potrafię. Czy mógłby mi Pan natomiast powiedzieć, dlaczego powinienem kupić właśnie to mieszkanie? Dlaczego ta oferta jest warta moich pieniędzy?” Ufam, że odtąd kolega pośrednik na prezentacjach przestał nazywać pomieszczenia, a zaczął komunikować językiem korzyści.
Byłoby to dla niego… korzystne! Prezentacja oferty to bowiem moment na argumenty, a nie na oprowadzanie po metrażu. Kupujący chce wiedzieć, dlaczego warto wybrać właśnie to mieszkanie.
Czego życzymy agentom w Dniu Pośrednika Nieruchomości?
Agentom w Dniu Pośrednika Nieruchomości życzymy łatwości w nawiązywaniu dobrych relacji biznesowych. Niech precyzyjne odpowiadanie na potrzeby przychodzi im bez wysiłku. Najlepiej w towarzystwie klientów, którym nie zabraknie empatii i poczucia humoru!
